Posted on

Skradzione Serce – cz. II

Złodziej po raz kolejny stawił się przy dworku Czoryskiego. Jego przyjaciel i najlepszy towarzysz – księżyc wisiał już jakiś czas na niebie. Tym razem Boron miał na sobie eleganckie, czarne nogawice i brązową, aksamitną tunikę. Nie planował wmieszania się w tłum, jednak ubiór ten sprawiał, że nie zwracał na siebie uwagi. I tak całe baczenie skupiło się na darmowym poczęstunku. Wydany on został niezaproszonej gawiedzi, która zebrała się pod ogrodzeniem, by przyjrzeć się dostojnym gościom.

Przechadzając się po budynku nie trudno było dostrzec, że wielu gości było już należycie spitych. Raz po raz mijał szerokim łukiem pary, w których mężczyzna usilnie emablował kobietę i częstował czerwonym winem. Zanim Boron zdążył się zmęczyć w krzewach w ogrodzie leżały już dwa średniej wielkości wory dóbr. Worki te wcześniej służyły służbie przy transporcie warzyw. Teraz znalazły „bogatsze” zastosowanie.

– To będą kosztowne harce, panie Czoryski. Dla pańskich wielmożnych gości również – wymruczał po cichu, odpinając drogocenny naszyjnik z ametystem. Wisiał na szyi zalanej w trupa czerwonowłosej niewiasty. Boron spostrzegł się, że nie zauważył jeszcze czarnego jegomościa. Skierował się do jego komnaty.

Komnata

Drzwi nie były zakluczone, więc Boron wślizgnął się do środka. W pomieszczeniu panował półmrok. Najgorsze oświetlenie dla jego zdeformowanych źrenic, które przez spożywane zioła najlepiej działały w kompletnej ciemności lub świetle słonecznym. Jedyny blask padał z kilku zapalonych, aromatycznych świec postawionych obok łoża. Na nim ujrzał śliczną, zielonooką białogłowę o cudnych kształtach. Będąc na klęczkach wypięła swą kobiecość wprost w jego stronę. Czarny mężczyzna klęczący obok z uśmiechem powoli gładził okolice między jedną dziurką, a drugą. Raz po raz wkładał palec wskazujący w pochwę, zginając go w pół.

– Och tak. Rób mi tak dalej – wzdychała piękność.

W stymulacji pomógł sobie pawim piórem. W pokoju rozległ się podniecający, pełen rozkoszy chichot. Kochanek pochylił się nad pośladkami kobiety i rozpoczął powolne całowanie, lizanie i wsuwanie mokrego języka, a to w muszelkę, a to w odbyt zachwyconej, wypiętej niewiasty. Towarzyszyły temu uradowane jęki i pomruki obu partnerów.

Boron nie mógł oderwać wzroku od tej niecodziennej sceny. Przez moment udało mu się skupić na pracy. Zebrał kilka kosztowności i patrzył dalej.

– Lubisz? – niewprawnie zapytał czarny mężczyzna, który poruszał teraz palcem wewnątrz waginy. Wprzód i w tył. Druga dłoń gładziła dorodne piersi, a usta i nos wodziły po aksamitnej szyi wzbudzając przyjemne dreszcze.

– Oooh-uh. – Głośno wciągnęła powietrze. – Ugryź… – jęknęła kusząco poruszając tyłkiem.

Boron poczuł twardość swojego penisa. Zaczęło mu to przeszkadzać.

Czarny mężczyzna nie zareagował na prośbę partnerki, która przygryzła jego wargę, a potem ucho. Ten uśmiechnął się. Od tej pory chętniej używał swoich idealnie białych siekaczy. Teraz zaczął pracować w drugiej dziurce. Rozlał na pięknym, kobiecym ciele odrobinę olejku kokosowego, a potem wsunął drugi palec.

– Oouuh.  – jęczała. Jej twarz wygięła się w grymasie przyjemności. Czarny złapał za coś, co wcześniej Boron uważał za figurkę. Powoli wprowadził idealnie wyszlifowaną, drewnianą, obłą rzecz w odbyt niewiasty, która wykrzywiła się zaciskając zęby w zadowoleniu. Położyła się teraz na boku. Lewa noga kochanki kiwała się w górze. Mężczyzna wprowadził penisa w mokrą kobiecość. Stróżki jej soków wymieszanych ze śliną spływały drobnymi kroplami z łona pozostawiając kleiste ślady. Rozciągały się one między pościelą, a ciałem kobiety oraz genitaliami kochanków.

Przyjemność

Boron trzymał się za własne, sterczące przyrodzenie. Uśmiechnął się sam do siebie. Prychnął po cichu i pokiwał głową, masując się coraz szybciej.

Jęki, postękiwania i spazmy przyjemności.

Czarny mężczyzna nie wychodząc z kobiety, która teraz leżała na brzuchu sięgnął po roślinę z kolcami. Zaczął drapać jej ciało. Docisnął roślinę tak by delikatnie ranić kobietę. Jej skóra zaczerwieniła się. Pocierał w jednym tylko miejscu. Czarny penis delikatnie poruszał się w łonie.

Boron spuścił pokłady swego nasienia. Tłumił rozkosz i trywialny śmiech zarazem. Z rozbawieniem pokierował swoje soki na śliczną, błękitną suknię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *