Posted on

Skradzione Serce – wstęp oraz cz. I

Wstęp

Po brukowanej, oświetlonej księżycowym blaskiem ulicy mknął jegomość. Miał na sobie granatowy, dawno już wyblakły kubrak. Głęboki kaptur zsunął się z jego głowy, lecz jego twarz ciągle była skryta pod czarną chustą. Luźne spodnie koloru kubraka łopotały w ruchu. Wysokie, skórzane buty pozwalały na stawianie szybkich i pewnych kroków.

Nieregularny oddech. Napięte mięśnie. Bieg. Lecz za plecami jegomościa dwaj inni – strażnicy w żółto czerwonych strojach. Biegli w milczeniu. Nie krzyczeli. Nie wzywali na alarm. To byłoby bez sensu. Jak to mówiono: „Na złapanie złodzieja podwójna sposobność – skoro spierdala, bądź gdy przyjdzie raz drugi.” Jeśli tylko delikwent zniknął z oczu nie było już szans na odzyskanie dóbr. A w szczególności, gdy złodziejem był Boron.

– Kurwarz twarz – Boron sapnął sam do siebie. Jednak jego oczy były spokojne. Nagle skręcił w wąski zaułek na lewo. W tym samym czasie wypiął z klamry kubraka małe zawiniątko, którym z całych sił cisnął przed siebie, w ciemną uliczkę. Położył się na ziemi. W udanym ukryciu się przed pościgiem pomogła mu na wpół rozwalona beczka postawiona u wylotu wąskiej drogi. Ukrył się za nią, kuląc się na ziemi. W tej samej chwili ciężki but wzniecił tuman kurzu zaraz obok głowy złodzieja. Rozpędzeni strażnicy zrobili jeszcze dwa kroki dalej.

W powietrzu rozległ się niczemu nie podobny stukot wybuchającego ładunku wyrzuconego przez Borona. Strażnicy przyśpieszyli, lecz chwilkę później spostrzegli się, że w makiaweliczny sposób zostali wystrychnięci na dudka. Ten moment wystarczył złodziejowi by niepostrzeżenie czmychnąć w bezpieczne miejsce.

Część I

Boron usłyszawszy o planowanym balu w dworku hrabiego Czoryskiego uradował się co niemiara. Ma rozległe kontakty. Przybędzie bez liku zagranicznych, zamożnych gości – pomyślał. Głośno postawił na pniu dzban z resztką przepalanki wymieszanej z ziołami i miodem. Esencja ta wyostrzała wzrok i poprawiała widzenie w ciemnościach.

Spojrzał na błękitne, wiosenne niebo i rozejrzał się po kwitnącym ogródku. Chwilę później wrócił do swego pokoiku, gdzie zdrzemnął się, aż do wieczora.

Gdy tylko zapadł zmrok Boron założył swój wygodny strój i wyruszył do dworku. Wypatrzył okna na piętrze z których padało światło. Wspiął się na dach po rynnie i przedostał się nad okno przez które zamierzał zajrzeć do środka. Zabezpieczył się, przymocowawszy linę do gargulca. Opuścił się nieznacznie i zamarł w przerażeniu. W oknie za szybą stała umięśniona, naga postać, która wpatrywała się w ogród rozpościerający się poniżej. Lecz nie to spowodowało, że krew cofnęła się w żyłach Borona, a po jego ciele przemknął lodowaty jeździec przerażenia prowokując chwilowy paraliż.

– Panie najmiłościwszy – wyszeptał w swój kubrak.

Postać w oknie była cała czarna. Mężczyzna wyglądał, jak gdyby spalono go żywcem, a jednak posiadał gęste, czarne, kręcone włosy opadające poniżej linii szczęki. Boron przez chwilę wpatrywał się w czarnego jegomościa, który znajdowała się na wyciągnięcie jego ręki. Mężczyzna miał brązowe oczy, szeroki nos i wydatne usta. On jak i jego pokręcona koafiura wydawały się dalece egzotyczne, nie z tego świata.

Czarna osoba zwróciła się teraz do leżącej na łóżku kobiety, której Boron w ogóle wcześniej nie spostrzegł. Nie rozpoznał żadnego słowa wypowiedzianego przez gościa. Brzmiały one niczym niezrozumiałe zaklęcia, jednak szybko pojął o co chodzi. Widocznie kobieta, choć kolorem skóry – podobnie jak Boron – różniła się od mężczyzny w pokoju, również bezbłędnie odczytała zamiary swojego kochanka. Zgrabnie podniosła się z łóżka i objęła mężczyznę.

Boron odczepił zabezpieczenie i przegramolił się do okna obok, by bliżej przyjrzeć się kobiecie. W międzyczasie zaobserwował, iż łóżko znajdowało się w sypialni oddzielonej od reszty komnaty łukowatym przejściem. Wokoło ogromnego łoża wisiały girlandy, a duża ilość mebli, zasłon i kotar sprawiała wrażenie, jak gdyby pomieszczenie było stosunkowo niewielkie.

Stosunek

Czarny mężczyzna zdecydowanym ruchem przygarną dziewczynę do siebie. Położył wielkie dłonie na jej krągłych pośladkach, a następnie pogładził talię i plecy. W międzyczasie ciągle łapczywie całował jej usta. Kobieta o mysich włosach i drobnym ciele zrzuciła z siebie zwiewną sukienkę. Ładne, szczupłe ciałko oświetlały blade płomienie świec. Miała głębokie jak studnia, niebieskie oczy. Delikatnie musnęła klatkę piersiową Czarnego. Ten bezceremonialnie objął piersi dziewczyny. Przestał ją całować i przez moment beznamiętnie patrzył jej w oczy.

Po chwili uszczypnął jej sutki, które w momencie nabrzmiały. Kobieta delikatnie się skrzywiła i otwarła usta z których nie wydobył się żaden dźwięk. Czarny mężczyzna uśmiechnął się, popchnął kobietę na łoże i zdjął spodnie ukazując swoje słusznych rozmiarów przyrodzenie. Kobieta widać było czuła się nieswojo, z czego mężczyzna o kręconych włosach nie był zadowolony. Włożył sterczącego chuja w usta kobiety. Przytrzymał ją za włosy i w taki oto sposób rżnął jej głowę delektując się odgłosami jakie z siebie wydawała. Łzy napłynęły do pięknych, niebieskich oczu. Czarny nonszalancko położył dłoń na jej łonie. Jego obłe klejnoty klepały prawe oko kochanki. W kolejnej chwili wylał z siebie soki życia, które wystrzeliły po części do gardła kobiety, po części na jej oczy, a reszta trafiła na ścianę.

Boron już wiedział wszystko. Pokój podzielony na salonik i sypialnię zamieszkiwała jedna, egzotyczna osoba.

– Zza kontynentów, hmm? – mruknął sam do siebie, jak to było w jego zwyczaju. – Obyczaje też jakieś takie odległe.

Wewnątrz znajdowało się wiele drogocennych skarbów. Szczególną uwagę zwracała na siebie biżuteria w szkatułkach na stoliku. Pod ścianą leżały doniczki z roślinami, które wyglądały jak maczugi porośnięte drobnymi kolcami. Obok leżały pawie pióra oraz zaokrąglone, szklane i drewniane figurki. Do tego sterta ubrań, zbyt grubych jak na tę porę roku. Widocznie podróżny nie wiedział do końca co go czeka po przyjeździe na miejsce.

Boron wrócił do swego domu, by należycie wypocząć i zaplanować powrót do dworku Czoryskiego.

Posted on

Skradzione Serce – cz. II

Złodziej po raz kolejny stawił się przy dworku Czoryskiego. Jego przyjaciel i najlepszy towarzysz – księżyc wisiał już jakiś czas na niebie. Tym razem Boron miał na sobie eleganckie, czarne nogawice i brązową, aksamitną tunikę. Nie planował wmieszania się w tłum, jednak ubiór ten sprawiał, że nie zwracał na siebie uwagi. I tak całe baczenie skupiło się na darmowym poczęstunku. Wydany on został niezaproszonej gawiedzi, która zebrała się pod ogrodzeniem, by przyjrzeć się dostojnym gościom.

Przechadzając się po budynku nie trudno było dostrzec, że wielu gości było już należycie spitych. Raz po raz mijał szerokim łukiem pary, w których mężczyzna usilnie emablował kobietę i częstował czerwonym winem. Zanim Boron zdążył się zmęczyć w krzewach w ogrodzie leżały już dwa średniej wielkości wory dóbr. Worki te wcześniej służyły służbie przy transporcie warzyw. Teraz znalazły „bogatsze” zastosowanie.

– To będą kosztowne harce, panie Czoryski. Dla pańskich wielmożnych gości również – wymruczał po cichu, odpinając drogocenny naszyjnik z ametystem. Wisiał na szyi zalanej w trupa czerwonowłosej niewiasty. Boron spostrzegł się, że nie zauważył jeszcze czarnego jegomościa. Skierował się do jego komnaty.

Komnata

Drzwi nie były zakluczone, więc Boron wślizgnął się do środka. W pomieszczeniu panował półmrok. Najgorsze oświetlenie dla jego zdeformowanych źrenic, które przez spożywane zioła najlepiej działały w kompletnej ciemności lub świetle słonecznym. Jedyny blask padał z kilku zapalonych, aromatycznych świec postawionych obok łoża. Na nim ujrzał śliczną, zielonooką białogłowę o cudnych kształtach. Będąc na klęczkach wypięła swą kobiecość wprost w jego stronę. Czarny mężczyzna klęczący obok z uśmiechem powoli gładził okolice między jedną dziurką, a drugą. Raz po raz wkładał palec wskazujący w pochwę, zginając go w pół.

– Och tak. Rób mi tak dalej – wzdychała piękność.

W stymulacji pomógł sobie pawim piórem. W pokoju rozległ się podniecający, pełen rozkoszy chichot. Kochanek pochylił się nad pośladkami kobiety i rozpoczął powolne całowanie, lizanie i wsuwanie mokrego języka, a to w muszelkę, a to w odbyt zachwyconej, wypiętej niewiasty. Towarzyszyły temu uradowane jęki i pomruki obu partnerów.

Boron nie mógł oderwać wzroku od tej niecodziennej sceny. Przez moment udało mu się skupić na pracy. Zebrał kilka kosztowności i patrzył dalej.

– Lubisz? – niewprawnie zapytał czarny mężczyzna, który poruszał teraz palcem wewnątrz waginy. Wprzód i w tył. Druga dłoń gładziła dorodne piersi, a usta i nos wodziły po aksamitnej szyi wzbudzając przyjemne dreszcze.

– Oooh-uh. – Głośno wciągnęła powietrze. – Ugryź… – jęknęła kusząco poruszając tyłkiem.

Boron poczuł twardość swojego penisa. Zaczęło mu to przeszkadzać.

Czarny mężczyzna nie zareagował na prośbę partnerki, która przygryzła jego wargę, a potem ucho. Ten uśmiechnął się. Od tej pory chętniej używał swoich idealnie białych siekaczy. Teraz zaczął pracować w drugiej dziurce. Rozlał na pięknym, kobiecym ciele odrobinę olejku kokosowego, a potem wsunął drugi palec.

– Oouuh.  – jęczała. Jej twarz wygięła się w grymasie przyjemności. Czarny złapał za coś, co wcześniej Boron uważał za figurkę. Powoli wprowadził idealnie wyszlifowaną, drewnianą, obłą rzecz w odbyt niewiasty, która wykrzywiła się zaciskając zęby w zadowoleniu. Położyła się teraz na boku. Lewa noga kochanki kiwała się w górze. Mężczyzna wprowadził penisa w mokrą kobiecość. Stróżki jej soków wymieszanych ze śliną spływały drobnymi kroplami z łona pozostawiając kleiste ślady. Rozciągały się one między pościelą, a ciałem kobiety oraz genitaliami kochanków.

Przyjemność

Boron trzymał się za własne, sterczące przyrodzenie. Uśmiechnął się sam do siebie. Prychnął po cichu i pokiwał głową, masując się coraz szybciej.

Jęki, postękiwania i spazmy przyjemności.

Czarny mężczyzna nie wychodząc z kobiety, która teraz leżała na brzuchu sięgnął po roślinę z kolcami. Zaczął drapać jej ciało. Docisnął roślinę tak by delikatnie ranić kobietę. Jej skóra zaczerwieniła się. Pocierał w jednym tylko miejscu. Czarny penis delikatnie poruszał się w łonie.

Boron spuścił pokłady swego nasienia. Tłumił rozkosz i trywialny śmiech zarazem. Z rozbawieniem pokierował swoje soki na śliczną, błękitną suknię.

Posted on

Skradzione Serce – cz. III

Skradzione Serce cz. III

Świeczka w dłoni mężczyzny. Wosk kapie na podrażnioną przez kolce skórę. Napięty odbyt ciągle mieści w sobie obłą zabawkę. Ich ciała drżą. Mięśnie ud białogłowy w skurczach. Pot perli się na ciałach kochanków. W pokoju unosi się zapach seksu oraz delikatny zapach perfum wymieszany z zapachem kadzidełek. Nozdrza obecnych tam osób przeżywały orgazm. Mężczyzna zdecydowanymi ruchami rżnie leżącą na brzuchu kobietę. Dziewczyna teraz głośno oddycha, zipie i stęka.

– OH! Hoo, hoh, oh! – Haust powietrza. – Dalej! – przez zaciśnięte zęby.

Czarny mężczyzna głośno sapie.

Boronowi ciągle nie odpłynęła krew z przyrodzenia.

Czarny jeszcze bardziej przyśpiesza. Drżenie. Kobieta mocno porusza swym tyłkiem w przód i w tył, jak gdyby chciała już zrzucić z siebie kochanka. Wcale tego nie chcąc… Ten zaczyna energicznie poruszać obłą zabawką. Twarz niewiasty zalana rumieńcem. Oczy zamknięte. Wykrzywione usta krzyczą. Czerpią ogromną przyjemność wesoło dyndając na granicy bólu. Jak akrobata na linie ostrożnie posuwa się do przodu, tak oni posuwali się wzajemnie. Tyle, że nieostrożnie i dynamicznie. Delikatny ból stawał się rozkoszą. Delikatność stawała się niczym. Jak gdyby byli w innym wymiarze, całkowicie pochłonięci sobą. Całkowicie pochłonięci przyjemnością.

Łapie za kaskadę jasnych włosów. Dociska jej głowę do aksamitnych poduszek. Unosi dłoń, by w mgnieniu oka opuścić ją na spocony pośladek. Jego czarna łapa zostawia biały, a potem różowy ślad. Pokój wypełnia zapach stosunku oraz mokry dźwięk wilgotnych narządów płciowych. Nikogo nie interesuje świeczka, która upuszczona na łóżko zgasła we własnym wosku. Nikogo nie interesuje rozlane wino…

Trwa to chwilę. Trwa to całą noc. Trwa to w nieskończoność. Albo nie było tego w ogóle.

Boron doprowadza się po raz kolejny do ekstazy. Wybucha w euforii przyjemności i wariackiego zadowolenia. W pozwijanej, ubrudzonej, błękitnej sukni dostrzega szkarłatny kamień.

Naszyjnik. Drogocenny naszyjnik w kształcie serca.

Kochankowie w erupcji błogości wydobyli z siebie ostatnie dźwięki uniesienia. Ciało jasnowłosej wije się, niczym wąż.